niedziela, 29 października 2017

Owoc granatu



odwiedziwszy mnie, matka wręczyła mi owoc granatu
który kupiła za swoją głodową emeryturę
i potem hołubiła w podróży przez trzy miasta,
by dotarł do moich rąk.
przywiozła też ze sobą wiele innych rzeczy
weki, poduszki, ubrania, szczotkę do mycia pleców
lecz wśród tych wszystkich przedmiotów to właśnie ten owoc granatu
wyróżniał się najmocniej -
szkarłacił mi się na stole jak anatomiczne serce
szczególnie, że długa podróż zdążyła naruszyć go nieco
i na sztywnej, stwardniałej skórce tu i ówdzie ciemniały
plamy i odgniecenia.
niektóre z ziaren od dawna brązowe już były i gorzkie,
gdy niosłam łyżeczkę do ust. pękały pod zębów naciskiem
i usta wypełniał mi sok.
zjadałam ziarna granatu jak je się cierpkie klejnoty
a jedząc, dobrze wiedziałam, że nigdy niczym nie zdołam
odpłacić się mojej matce tylko za jeden ten owoc
który kosztował ją więcej, niż mnie moje własne istnienie.
matka wróciła do domu. ziarna wciąż palą mi gardło.


wtorek, 24 października 2017

Ditty 'bout shoes




now the whole house is silent
all the windows shut for good
in the hall your shoes are standing
they're covered with soft dust

I still have your shoes
I still have your shoes
as I go here and there 
they're always on my way

though I've locked myself up
and buried all the keys
the people are still out there
they knock and call in huff

people of good advice
criticize and correction
they want me to be happy
get angry as I'm not

I still have your shoes
I still have your shoes
though I keep stumbling over
I'll never throw them out

I don't care, I'm cool 'bout that
I don't grieve anymore
my stomach you know
it stopped aching years ago

and they won't laugh at me
cause they'll never know that

I still have your shoes
your worn and ugly shoes
they put my fear to rest
they keep the world turn on

now the whole house is silent
all the windows shut for good
days go by as I'm listening
for your steps at the door

I still have your shoes
won't let them to be taken
maybe some distant day
you'll come to have them back

I still have your shoes
I still have your shoes
as I go here and there
they're always on my way

on my -


wtorek, 10 października 2017

Metamorfozy


przemieniam się w cichy kamień
osuwam się ciężko w chłód ziemi
krew we mnie zastyga i słabnie
i wiąże się w trwałość kamieni

w tej narzuconej cichości
wśród grzybów i runa śpię
we włosach moich schną liście
i mech porasta mnie

i trwam tak
wyciszona
od czubka głowy po kostki
głaz nadał mojemu skupieniu
szlif iście owidiuszowski

i jestem leśnym kamieniem
i wszystkich to zadowala
i sny śnią mi się podziemne
i twardość ich ból mój zniewala

i grać mi możecie na fletni
i w bębny radośnie bić
bo trzeba stać się kamieniem
by długo i zdrowo żyć


wtorek, 3 października 2017

Had I had the wings snow-white, swanlike -

Na melodię:


Had I had the wings snow-white, swanlike,
day and night I would fly to see
my true love that's been living in a Cracow town,
and once swore to remember me.

On a cloister window I would gracefully land,
his monk's hood he'd pull off with a bliss.
As I'd straighten my wings in the morning sun,
upon me he'd bestow a kiss.

My true love, his monk's hood he would gently pull off,
and upon me bestow a kiss.

Seagull-like, sea foam-white wings had I had,
I would fly, wide-awake and alert,
to him, mortifying his flesh, singing psalms,
though with love for me once he had burned.

My true love, he would cease in mid-sentence,
maybe falter in singing "Oh, Lord..."
and, instead of praying to his bizarre saints,
one sleek feather from my wing he'd pluck out.

Pure white, slender feather from a seagull's wing
with one movement he would swiftly pluck out. 

And oh, had I had pearl grey wings of a dove,
I would never fly to his door,
so he finally could soothe his weary, sore heart,
and forget me forever more.

And yet maybe after many lonesome years
I would flutter all the world through
to a chapel wherein humble coffin would wait
for my true love's dove to come.

Where he'd lie in his coffin in the heaviest of sleeps,
waiting still for his dove to come.



czwartek, 24 sierpnia 2017

To, co w niebie, udokumentowane

This Is Mars, niemal trzystustronicowy album wydany przez organizację artystyczną Aperture, to album fotografii zmontowanych przez Xaviera Barrala na podstawie mapy stworzonej przez amerykańskiego satelitę MRO. Wydanie zawiera wprowadzenie Alfreda S. McEwena, specjalisty od obrazowania planetarnego, oraz esej na temat ewolucji Marsa autorstwa doktora astrofizyki Francisa Rocarda.

Piękno, zawrotna przestrzeń i wszechobecna cisza.


Valles Marineris, wzgórza jasnych osadów, szer. geogr. -12.7º dł. geogr. 313.9º. [w:] This Is Mars, Aperture 2017.


Rozgałęzione formacje na dnie Krateru Antoniadi, szer. geogr. 21.4º dł. geogr. 61.3º. [w:] This Is Mars, Aperture 2017.


Warstwowe, osadowe płaskowzgórza w Regionie Argyre, szer. geogr. -49.8º dł. geogr. 302.9º. [w:] This Is Mars, Aperture 2017.


Wyżyna na północnym kole podbiegunowym, liczne formacje warstwowych skał osadowych, szer. geogr. 79.7º dł. geogr. 23.4º. [w:] This Is Mars, Aperture 2017.

Więcej:
Diana Shi, A US Satellite Took These Beautiful Black-and-White Photographs of Mars
Album This Is Mars na oficjalnej stronie wydawcy


środa, 16 sierpnia 2017

piasek

nie pozwól mi zapalić się od środka
boję się czarny popiół w sobie nieść przez świat
gdy spłonę i zagasnę, różnicy nikt nie pozna

nie pozwól bym stała się pusta i krucha jak filiżanka
boję się, że mi uszko utrąci niezgrabny ktoś
że zniszczy mój pastelaż dotyk niewprawnych rąk

nie daj mnie skrzywdzić, nie daj mnie stłuc
nie daj mnie zetrzeć z powrotem na piasek
nie daj mnie skrzywdzić, nie daj mnie stłuc
ukołysz mój lęk na dłużej
niż tylko na jedną noc

nie pozwól mi zapalić się od środka
uważaj, bo na zewnątrz nie zauważysz nic
będzie za późno, gdy popiół z ust zacznie frunąć mi

nie daj mnie skrzywdzić, nie daj mnie stłuc
nie daj mnie zetrzeć z powrotem na piasek
nie daj mnie skrzywdzić, nie daj mnie stłuc
ukołysz mój lęk na dłużej
niż tylko na jedną noc


poniedziałek, 31 lipca 2017

masło


będę dobrą żoną.
nikt równie zręcznie nie potrafi
żyletki skryć pomiędzy kromką chleba
a masła warstwą jedwabistą.
po pierwszym kęsie - ani też po drugim - niczego nie stwierdzisz na pewno.
będę dobrą żoną.
krew z twojej twarzy obetrę z czułością,
jedzenie pokroję drobno.
zbyt senna, zbyt za mgłą, by zdrady się dopuścić,
zbyt już odległa, by nadal wierzyć w sens ucieczki.
będę dobrą żoną:
używam masła oszczędnie, umiejętnie i z wdziękiem.

Instagram